O mnie

Optymalizuję i emocjonalizuję sklepy internetowe. Ponadto pomagam doskonalić sprzedaż internetową.

Lukasz Koronczok blog sprzedaz-internetowa24.pl

Konkretnie oznacza to, że znajduję sklepom internetowym klientów w Internecie (analiza i wybór fraz kluczowych, grupy docelowej i analiza konkurencji), sprowadzam klientów do sklepu (traffic, czyli pozycjonowanie), pomagam prowadzić ich jak po nitce do kłębka, czyli od wejścia do sklepu przez strony produktowe do ścieżki zakupowej (usability), dbam o odpowiednio długi czas spędzony na stronie sklepu i o głęboką interakcję (emocjonalizacja), walczę o zakończenie wizyty zamówieniem (konwersja) i w końcu staram się o częste powroty i ponowne zakupy klientów (budowanie relacji, związku).

Jako sprzedawca internetowy prowadzę branżowy blog Sprzedaż Internetowa24, w którym pomagam, również początkującym przedsiębiorcom, doskonalić e-biznes (czytaj: zwiększać obrót i ostatecznie osiągąć zysk).

Jestem autorem kursów, poradników i szkoleń o e-commerce.
Stałem się fanem automatyzacji i delegowania procesów biznesowych. Dzięki temu w krótkim czasie osiągnąłem zawodową niezależność od miejsca i czasu (sam decyduję o podziale godzin i dni pracy oraz o miejscu wykonywania zadań). Mieszkam z rodziną w Monachium.

 

 

 

Chcesz poznać mnie jeszcze lepiej, też bardziej prywatnie? Czytaj dalej

 

Od 2009 roku temat handlu w Internecie stanowi centrum moich zawodowych poczynań. Założyłem wtedy razem z żoną Sylwią sklep internetowy z artykułami dla małych dzieci. Sami mamy trójkę małych dzieci, więc branża jest nam bardzo dobrze znana. Nasz biznes prowadzimy z Monachium, gdzie osiedliśmy po studiach.

Screenshot_google_lukasz-koronczok

Wyniki wyszukiwania frazy: Łukasz Koronczok

Kim jestem?
Znajdujemy się w internecie, tu zarabiam na chleb – sprawdźmy więc kim jest Łukasz Koronczok.

Otrzymujemy dość skromny wynik, a na forach i portalach społecznościowych też nie znajdziesz dużo więcej. Z tych poszatkowanych informacji nie da się więc zestawić obrazu nieznanej dotąd osoby, a tym bardziej jej poznać. Dlatego chętnie przyczynię się do tego, byś mógł się o mnie dowiedzieć więcej. W Internecie żadna strona bądź profil nie zdradzają moich zainteresowań, lubianej muzyki, sympatii politycznych czy społecznych. Jestem w tych sprawach bowiem tak bardzo przeciętny, że całkowicie zbyteczne jest publikowanie tego.
Są jednak tematy, w których nie jestem tak całkiem przeciętny:uczciwość, wstręt do bylejakości, bardzo rozbudowane pojęcie serwisu/obsługi klienta (w myśl zasady: „klient nasz pan”), pracowitość i wręcz niewyczerpalny optymizm. W życiu codziennym objawia się to tym, że bardzo opłaca się być moim klientem oraz zleceniobiorcą. Jedni i drudzy są zadowoleni, a często nawet zachwyceni.

Urodziłem się w 1976 r. Szkołę podstawową i liceum ukończyłem w Nysie na Śląsku, nad rzeką Nysą Kłodzką, historyczną granicą Dolnego i Górnego Śląska.

1981
Nie pamiętam, bym występował zespołach pieśni i tańca, nie błyszczałem w recytowaniu wierszyków. Pamiętam jednak, jak po nastaniu stanu wojennego spisywałem ze starszym bratem numery wojskowych pojazdów, przejeżdżających z turkotem pod balkonem. Działanie to było ciche i tajne. Leżeliśmy w ciemności pod kocem. Brat tworzył listę, a ja, nie potrafiąc jeszcze pisać, oświetlałem namalowane na boku pojazdu numery. Jako „szperacz” służyła zwykła latarka na płaską baterię. Pamiętasz ją jeszcze?

1989
Jako 13-latek uczestniczyłem w historycznym wydarzeniu międzypaństwowym. Na Mszy Pojednania pod przewodnictwem opolskiego biskupa Alfonsa Nossola w Krzyżowej niedaleko Świdnicy spotkali się polski premier Tadeusz Mazowiecki i niemiecki kanclerz Helmut Kohl. Tego dnia po raz pierwszy i chyba ostatni w życiu coś ukradłem. Z przydrożnego stojaka gwizdnąłem na pamiątkę niemiecką flagę. Takich nie widywało się wtedy na co dzień na ulicach, a i wydarzenie było szczególne.
W Krzyżowej byłem później jeszcze wielokrotnie. W 1998 r., gdy miejsce to po raz drugi odwiedził Helmut Kohl, nie pojechałem tam. Powodem była randka. I jest to ta jedyna, której żałuję. Gdybym tam był, może udało by mi się na konferencji prasowej zadać pytanie niemieckiemu kanclerzowi.

Przedsiębiorczość
Upadek komunizmu i szaleńczy rozwój „wolnego rynku” zaimponował mi. Przed Wielkanocą 1990 r. namówiłem starszych braci na nasz pierwszy rodzinny biznes. W znanej nyskiej wytwórni smakołyków „Cukry Nyskie” kupiliśmy kilkanaście kartonów ciastek. W jednym z miast Górnego Śląska sprzedaliśmy towar „na pniu” na lokalnym targu.
Pomysły na biznes mnożyły się u mnie jak grzyby po deszczu. Ręczna myjnia samochodowa (wszystko było: miejsce i ja, jako główny pracownik – jedynie obowiązek chodzenia do szkoły przeszkadzał); kawiarnia (na jej powstanie stworzyłem biznesplan, który odnalazłem po latach – nadal był aktualny); produkcja bloczków chodnikowych (pojęcie „POLBRUK” jeszcze nawet nie istniało); tapetowanie (chciałem założyć spółdzielnię z kolegami z klasy – nie chciało im się jednak robić); transport ludzi „od drzwi do drzwi” – Polska-Niemcy (uzyskanie koncesji mogło być dla 17-latka problemem) i wiele innych. Bracia-studenci także nie rzucili studiów, by poprzeć moje biznesowe plany, które w konsekwencji planami zostały. A szkoda, gdyż wtedy była szansa jak niemalże nigdy później.

1997
Powódź stulecia przysporzyła mi okazji do świetnych wywiadów i tematu, nomen omen, rzeki. Jako młodemu dziennikarzowi regionalnego tygodnika Nowiny Nyskie, powódź dała rzadką możliwość publikowania, choć na krótki czas, w ogólnopolskich mediach. Również zadanie pytania polskiemu premierowi (Włodzimierz Cimoszewicz) czy ministrowi (Leszek Miller) reporterowi z prowincji nie zdarza się codziennie.
Moja dziennikarska działalność w gazecie czy opolskim Radiu Góra św. Anny (obecnie Radio Plus Opole) obfitowała w fantastyczne przeżycia i bogate doświadczenia. Jedno z nich, którego piękne owoce towarzyszą mi cały czas, to niepozorny, lokalny Bal Mistrzów Sportu z maja 1997 r., na którym będąc w pracy w zastępstwie za kolegę reportera, poznałem Sylwię, moją żonę – wówczas ambitną sportsmenkę.

2001
1 września nie było rozpoczęcia roku szkolnego, gdyż była to sobota. Polska wygrała 3:0 z Norwegią w eliminacjach do piłkarskich mistrzostw świata. W Nysie, w architektonicznej perle, w późnogotyckiej katedrze pw. św. Jakuba miało jednak miejsce znacznie ważniejsze wydarzenie. W czasie pięknej uroczystości ślubnej ożeniłem się z Sylwią.
Wesele, które nastąpiło zaraz po tym, było wydarzeniem z pewnością nieprzeciętnym. Przygotowywaliśmy się z Sylwią miesiącami na ten dzień. Nasi goście byli rozpieszczeni na całej linii. Żałuj że Cię tam nie było!

Dogłębna analiza
Nie zadowalam się powierzchownymi opiniami. Sprawy, którymi się zajmuję, staram się poznać jak najgłębiej . Pytania „dlaczego”, „jaka przyczyna”, „w jakim celu”, towarzyszą mi w niemalże w każdym zajęciu.
W biznesie od zawsze fascynuje mnie relacja sprzedawca-klient. Analizuję jakie są oczekiwania klientów i jak można je ekonomicznie korzystnie spełnić. Przyglądam się serwisowi, czyli obsłudze klienta, samemu tematowi usługi i jakości tego „służenia”. Ja sam jestem fanem stanowiska „klient nasz pan”. Prowadzę od wielu lat obserwacje, jak zasada ta stosowana jest przez innych.

Sama teoria mi nie wystarcza. Wciąż dokonuję radykalnych zmian, by samemu, na własnej skórze, przekonać się o czymś . Między innymi dlatego znalazłem z żoną pięciogwiazdkowy hotel w austriackich Alpach, w którym przepracowaliśmy cały sezon. Codziennie przeżywaliśmy wraz z całą pięćdziesięcioosobową załogą, co robi się dla pięćdziesięciu gości, by byli zadowoleni. Grymaszenie na „wydziwianie” klientów nie było w dobrym tonie – nie tylko przed szefem (który 10 lat po swojej matce sam został w Austrii „Hotelarzem Roku”).
W poszukiwaniu miejsc, gdzie klient jest panem, zapędziliśmy się bardzo daleko. Zbieraliśmy doświadczenia w B2C i B2B. W Nysie założyliśmy i prowadziliśmy przez kilka lat bar/kawiarnię w sąsiedztwie nowo powstałej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Organizowaliśmy i prowadziliśmy festyny, koncerty, imprezy firmowe. Ostatecznie, z powodu trwających studiów, osiedliśmy w Niemczech i czyniliśmy kolejne obserwacje w różnych branżach (wielką rolę odegrało tu moje hobby, ale o nim opowiem za jakiś czas – za łatwo byłoby Ci mnie poznać :-) ) aż do założenia naszego sklepu internetowego. Umiejętności i wiedza zebrane we wcześniejszych latach bardzo się przydały. Rozumiemy naszych klientów i ich potrzeby. Nierzadko przebijamy ich oczekiwania, wywołując ich zachwyt i zaskoczenie.

2005
Odra to rzeka nad którą z sukcesem odebrałem moje uniwersyteckie wykształcenie. W Opolu zostałem magistrem historii, kilkaset kilometrów w dół rzeki, we Frankfurcie nad Odrą, na Europejskim Uniwersytecie Viadrina, obroniłem Master of Arts w Schutz Europäischer Kulturgüter (ochrona europejskich dóbr kultury). Nasze życie przeniosło się jednak nad znacznie krótszą, górską, bystrą rzekę – Izarę (Isar), do Monachium (München).
Jest to miasto, które w przeróżnych rankingach wygrywa, bądź zajmuje miejsce w czołówce, jeśli chodzi o standard, wygodę życia w wielkich miastach w Europie i na świecie. Sami możemy wyniki tego typu raportów potwierdzić.
W kwietniu 2005 r., gdy cały świat opłakiwał Jana Pawła II, nas kilkanaście godzin później spotkała wielka radość – urodził się nasz pierwszy synek, Jan. W 2009 r. dołączył do niego Florian, a w 2010 r. ekipę uzupełniła Teresa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *